Legenda:

Jako że blog, tak jak i dziecko, będzie miał ojca i matkę, dla rozróżnienia posty pisane przez mamę będą w kolorze czerwonym natomiast te pisane przez tatusia w kolorze niebieskim.


Dwie kreseczki. A cóż to takiego?

hCG to hormon produkowany od niemal samego początku ciązy przez zarodek. Jego obecność zwiastują tytulowe dwie kreseczki na prostym teście ciązowym, kupionym w aptece. Chyba jasnym więc jest to o czym traktował będzie ten blog.

wtorek, 28 czerwca 2011

Skok rozwojowy nr dwa ;)

Wg naszych obserwacji Pepe wszedł właśnie w okres drugiego skoku rozwojowego. Na razie małymi kroczkami, ale momentami dosyć głośno ;)) Dzisiejszy poranek prawie cały spędził na naszych rękach, nie było opcji, aby leżał w łóżeczku czy na łóżku. Spanie i owszem, ale tylko kilka minut, a potem powtórka z rozrywki, czyli krzyki i marudzenie.  Poprzednie noce też były różne od pozostałych. Do tej pory potrafił przespać w jednym kawałku nawet 5-6 godzin. Wczoraj i przedwczoraj wszystko wróciło ( mam wrażenie ) do czasów niemowlęcych. Pepe budził się głodny co 2,5-3 godziny. Dzisiaj rano musiał nawet zaczekać na świeżą dostawę mleka ;D. Pomimo tego, że wstałam skoro świt, aby odciągnąć mleko, Pepe wstał równie wcześnie i głośnym krzykiem dopingował mnie ( a może laktator ;)) do szybszego dojenia ;D.
Po karmieniu o 10.15 nastąpiła przerwa w jedzeniu prawie 7!! godzinna. Pepe odespał poranne zaległości na działce u babci i trzeba było dać mu butlę "na śpiocha", bo 7 godzin dla takiego malucha to trochę za dużo. Teraz znowu czekamy na pobudkę Piotrusia. Zasnął mi w drodze powrotnej w aucie i śpi do tej pory.
Czeka też następna butla mleka i wieczorna kąpiel.  Ciekawe, co będzie w nocy. Marzy mi się jedna przerwa na butlę i zmianę pieluchy , a potem spokojny sen do samego rana. Chyba ktoś się zaczyna budzić....
Lecę, bo obowiązki wzywają. I to coraz głośniej ;))

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Czekam...

Cierpliwie czekam, aż Pepe się obudzi na następne jedzenie, mogę więc coś naszkrobać na szybko.
Fajny weekend za nami. Noc z pt na sb oraz z sb na nd Pepe spał w jednym kawałku ponad 5 godzin ( my również ). Miałam nadzieję, że nasz sen zacznie wracać powolutku do normalności. Tej nocy ją straciłam ( mam nadzieję, że nie bezpowrotnie ). Pepe budził się ( jak z zegarkiem ) co 3 godziny, w związku z tym ilość pobudek w nocy wzrosła do 2, a o 6.45 rano nasz synuś był już wyspany. W przeciwieństwie do nas ;)).
W sobotę byliśmy z Pepe na lotnisku w Bielsku. Wprawdzie pogoda nie sprzyjała szybowaniu w obłokach i nic ciekawego na niebie nie zobaczyliśmy, jednak Piotruś zaliczył pierwszy pobyt na lotnisku.
W końcu wszystko zaczęło się od nieba i samolotów, dlatego chcemy zarazić naszego skrzata lotniczym bakcylem. Mam nadzieję, że na pierwszy wypoczynek ( jeszcze w tym roku ) wyruszymy właśnie samolotem.
Pepe jest coraz bardziej aktywny. Po przebudzeniu i napełnieniu brzuszka śmieje się, macha rączkami i nóżkami, reaguje na grające zabawki. Wodzi wzrokiem za przedmiotami czy osobami, potrafi się nawet przekręcić, gdy usiłuje coś lub kogoś dojrzeć. Praktycznie każdego dnia dostrzegamy nowe umiejętności naszego synka.
Słyszę, że Pepe się budzi. Pora szykować butlę ;))
W załączeniu fotka z lotniska.

piątek, 24 czerwca 2011

Fenomen suszarki do włosów ;)

Przyszli rodzice, raz po raz spotykają się z listą rzeczy niezbędnych dla nowo narodzonego malucha. Można ją znaleźć w necie, we wszystkich poradnikach, my swoją dostaliśmy w szkole rodzenia.
Z perspektywy 6 tygodni mogę stwierdzić, że we wszystkich tych listach brakuje jednej ( jakże ważnej ) pozycji. Mianowicie suszarki do włosów ;)) To nie żart, ani pomyłka. Do "obsługi" takiego małego osobnika jest wręcz niezbędna. Dla mnie to mimo wszystko fenomen i sprawa trudna do wytłumaczenia. Co sprawia, że płacz i krzyk dziecka milknie, gdy usłyszy dźwięk suszarki. Nie bardzo w to na początku wierzyłam. Nadszedł jednak dzień, gdzie z bezsilności, sięgnęłam właśnie po suszarkę. Efekt był i to natychmiastowy. Pepe przestał płakać i zasnął ;)). W związku z tym suszarka na stale zagościła w naszej sypialni i dosyć często była w użyciu. Niestety, nie wytrzymała obciążenia i parę dni temu wyzionęła ducha ;D. Trzeba kupić nową i to szybko.
Dzisiaj, dla płaczącego Pepe, ukojeniem okazał się tata, którego nie widział 5 dni. Aż mi łza pociekła, gdy zobaczyłam ich razem przytulonych. Powiem pewnie banalnie: dla takich chwil warto żyć.  Naprawdę...

środa, 22 czerwca 2011

Nadrabiam...

Mam nadzieję, że zdołam pokrótce napisać, co tam u nas ;) Daję słowo, że każdego dnia bardzo chciałam siąść i coś naszkrobać, jednak mając taki skarb przy sobie ( jak Pepe ), ciężko plany przełożyć na czyny ;))
A czasami po prostu wybierałam sen, nad pisanie ( egoistycznie ;). W czasie niebycia tutaj przeżyliśmy z Pepe tzw. "skok rozwojowy". Dziecko przechodzi wtedy na "wyższy lewel" w rozwoju, jakim kosztem dla rodziców i najbliższych, lepiej nie wspominać ( Pep ochrypnął od płaczu - byliśmy u lekarza, bierzemy witaminki i robimy inhalacje ). Tych "skoków rozwojowych" w pierwszym roku życia jest kilka, więc wszystko ciągle przed nami - następny bodajże za niecałe 3 tygodnie ( aż strach się bać ;). Przetrwaliśmy ten, przetrwamy i następne ;).
Właśnie skasowało mi część posta ( wrrrrrrrrrrrrrrr ) i nie wiem, czy odtworzę, to co napisałam ;/.
Pepe rośnie z dnia dzień, w zeszły piątek miał już 4,5 żywej wagi ( na policzkach i nogach ma typowe "pucki" ).
W ciągu dnia śpi coraz mniej, ma coraz większe przerwy na czuwanie i obserwacje.
Szczególnie, na spacerze, czy w nowym miejscu rozgląda się bacznie wkoło. Reaguje też na grzechotki, czy grające zabawki. I śmieje się, już nie tylko we śnie ;)).
Osiągnęliśmy też sukces w kąpaniu - Pepe nie płacze, leży w wanience z błogim wyrazem twarzy ;)), a czasami się uśmiechnie.
Noce też są w miarę spokojne i przespane, a to teraz dla mnie szczególnie ważne, gdyż jesteśmy tylko we dwoje od 3 dni. Tata Wojtuś nabawił się paskudnego zapalenia oskrzeli i musiał się od nas ( a szczególnie Pepe ) odizolować. Smutno i ciężko nam samym, ale jesteśmy dzielni i dajemy radę ;)). Oby już niedługo.
Na dzisiaj tyle pisania , pora jeszcze wczesna, ale obowiązków jeszcze sporo. Pepe już śpi, a ja muszę jeszcze mleko na noc przygotować ( czytaj: odciągnąć ) i w miarę wcześnie się położyć.
Sen to skarb. Naprawdę ;))

wtorek, 14 czerwca 2011

Chwila wytchnienia...

W końcu znalazłam chwilę, by conś tutaj naszkrobać ;). Zbieram się do tego od kilku dni, ale mając w domu takie "szczęście" jak nasze ciężko cokolwiek zaplanować, a co dopiero wprowadzić w życie.
W sobotę nasz synuś skończył miesiąc. Od paru dni uśmiecha się ( jeszcze nieśmiało ) w trakcie codziennych czynności, najczęściej jednak po przebudzeniu. Nadal bacznie obserwuje świat, dostrzega zabawki wiszące na pałąku łóżeczka, próbuje rączką je złapać. Mogłabym siedzieć i patrzeć na jego "manewry" całymi dniami, ale niestety się nie da. Gdy jesteśmy sami, muszę zrobić przy okazji sporo rzeczy, aby na czas było chociażby jedzenie. Ale opanowałam już do perfekcji odciąganie jedną ręką pokarmu ( bo Pepe dalej ma awersję do moich piersi ) i głaskanie go drugą ręką po głowie, gdy zasypia ( na szczęście dźwięk laktatora mu nie przeszkadza ). Dzisiaj było momentami ciężko, Pepe spędził na moich rękach dobrych kilka godzin ( trochę kręgosłup mi szwankuje ), nie wiem, czy to było typowe marudzenie, czy po prostu potrzeba bliskości. Od 2 dni borykam się z zapaleniem piersi, które niestety musi być leczone antybiotykami ( które nie szkodzą dziecku i nie wypływają na moją laktację ). Na szczęście wysoka gorączka ( ponad 38 stopni ) już się skończyła. Byłam wtedy słaba, jak przysłowiowa mucha i nawet nie miałam siły, aby wyciągnąć Pepe z łóżeczka. Dzisiaj jest już dużo lepiej. Czekam na powrót wszystkich moich sił witalnych, abyśmy mogli z Pepe cieszyć się na maksa chwilami spędzonymi razem. To wspaniały czas ;))

środa, 8 czerwca 2011

4 tygodnie

Tak, to już 4 tygodnie, jak urodził się nasz Pepe ;)) Oficjalnie, od dzisiaj nie jest już noworodkiem, tylko niemowlaczkiem ;)). Jak to brzmi dumnie.
Z dnia na dzień widzimy coraz większy rozwój naszego synka. Nie tylko zadziera głowę leżąc na brzuszku, ale rozgląda się wkoło, a czasami wręcz przygląda z zainteresowaniem. Zmniejszyła się ilość snu, na rzecz czuwania i właśnie obserwacji świata wkoło. Raz, za czas niestety nawiedzają naszego Pepe kolki. Walczymy z nimi na wszelkie możliwe sposoby. A ja cały czas pilnuję diety, odmawiając sobie "niebezpiecznych" potraw.
Parę dni temu udało mi się ( przez zupełny przypadek ) załapać pierwszy ( nie we śnie ) uśmiech naszego Pepe, gdy po raz kolejny obudził się z nogą wystającą ze śpiochów.
A tak to wszystko wyglądało:

sobota, 4 czerwca 2011

Pepe - myśliciel i obserwator ;))

Czas ciąży przeleciał bardzo szybko. Dni z Pepe biegną jeszcze szybciej. Za tydzień w sobotę synek będzie miał już miesiąc, czyli przekroczy magiczną granicę między noworodkiem a niemowlęciem. To taka umowna data, bo od paru dni mamy wrażenie, że Pepe już jest niemowlakiem ;)). W każdej wolnej chwili, kiedy nie śpi bacznie obserwuje wszystko wkoło, zadzierając przy tym wysoko głowę. Gdy siedzę przy łóżeczku mam wrażenie, że patrzy na mnie. Ciągle czekamy na pierwszy uśmiech ( nie we śnie, bo we śnie uśmiecha się bardzo dużo ). Cieszymy się, że Pepe rośnie z dnia na dzień i jest coraz bardziej ciekawy świata. Przez dwa tygodnie od wyjścia ze szpitala przybrał na wadze całe pół kilograma ;)). Pani doktor, u której byliśmy w środę, po badaniu stwierdziła, że wszystko z naszym brzdącem jest ok;).
A my ciągle niewyspani, ale bardzo szczęśliwi ;)) Pepe daje nam powera na każdy następny dzień. To naprawdę bezcenny czas.

środa, 1 czerwca 2011

Środek nocy....

Dla wielu śpiących na pewno. Dla nas z Pepe też, chociaż nie pospaliśmy jeszcze wiele. Ja godzinkę z kawałkiem, on dobre 3. Jednak po ostatnim karmieniu dopadła Pepe bezsenność, którą tradycyjnie już od 3 dni wyganiamy kołysankami. Dziwnym jest to, że dzisiaj kołysanki usypiają bardziej mnie niż jego ;)). Oboje tak naprawdę powinniśmy być rano wyspani, bo na godzinę 8 jedziemy do pediatry na pierwszą wizytę ( tzw. patronażową ). No cóż,  przed nami jeszcze 2 karmienia do wyjazdu, więc czasu na sen ( przynajmniej dla mnie ) niewiele. Oby tylko Pepe zasnął. A ja może nadrobię w ciągu dnia, gdy babcia zaopiekuje się wnuczkiem.
Szkoda, że nie można nigdzie kupić kapsułek ze snem ;)). W takie dni, jak dzisiaj bardzo by się przydały ;)).